Dziś:

Dlaczego niska cena ropy nie zaszkodzi sprzedaży samochodów elektrycznych?

Autor Paweł

Napełnianie zbiornika paliwa pojazdu jest jednym z bardziej bolesnych aspektów nowoczesnej motoryzacji, gdy widzimy szalejące cyferki dystrybutora opróżniające nasz portfel z zadziwiającą szybkością. Obniżka cen ropy przyniosła nieco wytchnienia kierowcom.

Rzeczywiście, powszechnie przyjmuje się, że spadające ceny ropy nadszarpną sprzedaż samochodów elektrycznych, gdyż silniki spalinowe stają się coraz tańsze w eksploatacji. Nawet tacy producenci jak BMW przyznają, że ich pojazdy napędzane prądem odczują efekt tej obniżki. Jednakże dla kupujących pojazdy elektryczne, relatywny koszt napełnienia baku jest mało istotnym faktem. I popularność samochodów elektrycznych w nadchodzących latach będzie zależeć bardziej od ich coraz lepszych osiągów niż od ceny ropy. Dlaczego?

Jest mało prawdopodobne by pojazdy elektryczne popadły w niełaskę na krótką metę, częściowo dlatego, że nie są one zbyt częstym wyborem. Z 1 miliarda pojazdów na drogach świata mniej niż 1 milion z nich zasilanych jest tylko elektrycznością. Samochód na baterię może zaoszczędzić sporo rachunków. Samochód elektryczny o zasięgu 90 mil, typowym dla większości modeli, może obniżyć koszt do 2 USD za doładowanie. Ale kupujący auta elektryczne nie szukają taniego transportu. Samochody elektryczne są drogie. W porównaniu z modelami benzynowymi i diesla, które wyposażone są nowoczesne superwydajne silniki, koszt początkowy pojazdów elektrycznych jest zaporowy, nawet z hojnymi dopłatami oferowanymi przez niektóre z rządów.

Samochody elektryczne przyciągają kupujących nie dlatego, że są tanie, ale właśnie dlatego, że są drogie. Służą jako odznaka oddanego działacza „zielonych”, która ma demonstrować światu, że zależy mu na środowisku, niezależnie od kosztów. Brak emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych zanieczyszczeń z rury wydechowej może dodawać kierowcom „zielonego blasku”. Właściciele Tesli, którzy są w stanie wysupłać ponad 100 tys. USD za jeden z sedanów firmy Musk’a, nie szukają taniej przejażdżki tylko podniesienia swego technologicznego statusu. Niskie koszty utrzymania i możliwość doładowania w domu dodają uroku samochodom elektrycznym. Ale, również mają one inne zalety. Zwolnienie z londyńskiej „opłaty korkowej”, darmowe parkingi w niektórych obszarach zabudowanych oraz możliwość korzystania z wydzielonych pasów w zakorkowanych chińskich metropoliach, to są niewątpliwe zalety. Wszystko to, może sprawić, że użytkowanie pojazdu elektrycznego stanie się mniej uciążliwe dla tych, którzy są przygotowani na przesiadkę do modelu elektrycznego.

Na dłuższą metę, koszt samych pojazdów będzie o wiele bardziej znaczący niż cena ropy w procesie decyzyjnym zakupu samochodu. Bateria w Nissanie Leaf, najlepiej sprzedającym się samochodzie elektrycznym na świecie, kosztuje połowę całego pojazdu. Przełom w chemii bateryjnej lub innej technologii, takiej jak hamowanie rekuperacyjne (odzyskowe), będzie konieczny do obniżenia kosztów na tyle by pojazdy elektryczne mogły być produkowane masowo. I im niższy koszt baterii, tym mniejszy wpływ cen paliw na branżę elektryczną. Transport elektryczny ma wiele niedogodności. Brak infrastruktury i utworzenie rynku pojazdów używanych (ponieważ baterie z czasem tracą swe właściwości a są drogie w wymianie), to są wyzwania, które czekają na rozwiązanie. Jeśli pojazdy elektryczne się nie przyjmą, powodem nie będą ceny paliw…

Tagi: pojazd elektryczny rozwój technologii tesla

dodaj komentarz

Komentarze

comments powered by Disqus
A- A A+