Dziś:

Gdzie się podziały chińskie auta na prąd?

Autor Paweł

Pięć-dziesięć lat temu co rusz mogliśmy przeczytać o nadchodzącej rewolucji motoryzacyjnej z Chin. Autach nieco gorzej wykończonych i wyposażonych, ale za to bardzo tanich. Chińskie elektryki miały podbijać też polskie drogi. Co zostało z tych zapowiedz?

Trzeba wykraczającego poza przeciętne zainteresowania motoryzacją, by wymienić z pamięci nazwę choć jednej chińskiej firmy produkującej samochody, oraz naprawdę sporo szczęścia, by takie auto spotkać na drodze. W Polsce mamy pewnie z kilkadziesiąt pickupów, kilkuletnich, często z niewielkim przebiegiem kilkudziesięciu tysięcy kilometrów, ale już zdezelowanych lub unieruchomionych z powodu kolejnej awarii, trudnej do usunięcia nie tylko z powodu braku części, ale również nadziei, że ten w sumie dość prosty pojazd uda się naprawić na dłużej niż kilka dni lub tygodni.

O ile z produkcją użytkowej elektroniki chińskie firmy radzą sobie doskonale, to samodzielnie zaprojektowane samochody znacznie odbiegają od jakościowej normy, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Pierwsza sprawa to kabina, wykonana z fatalnych materiałów, nieprzyjemnych w dotyku, źle spasowanych i często, zwłaszcza w gorące letnie dni, po prostu cuchnących. Kolejny problem to właściwości jezdne. Samochody, którymi miałem okazję jeździć, sprawiały wrażenie konstrukcji zwartych i jako tako porządnie poskręcanych jedynie w mieście, do 50 kilometrów na godzinę. Wraz z prędkością rośnie poczucie zagrożenia, pojawiają się dziwne dźwięki, jakby coś obcierało, uwydatniają i sumują się wszystkie niedoskonałości konstrukcji, zawieszenia, układu kierowniczego. Niezależnie od marki, poczucie zagrożenia pojawiało się najczęściej po wyjechaniu poza teren zabudowany, od 80 km/h.

Ostatnio te samodzielne, chińskie pojazdy są już nieco lepsze, ale w krajach motoryzacyjnie rozwiniętych lub aspirujących nie mają czego szukać. Niska jakość to tylko jeden z problemów. Pozostałe, równie ważne, to brak sieci dealerskiej i serwisowej z prawdziwego zdarzenia, bardzo wysoka utrata wartości, sięgająca nawet 80% w ciągu trzech lat i ponad 50% w pierwszym roku. Do bardzo długiej listy wad trzeba dopisać jeszcze brak standardów bezpieczeństwa, niezależnych testów zderzeniowych i najzwyczajniej w świecie - zaufania.

A jak to wszystko przekłada się na chińskie pojazdy elektryczne? Na razie, bezpośrednio. Na przestrzeni pięciu ostatnich lat miałem okazję uczestniczyć w zamkniętych testach kilku elektrycznych modeli, co do których zastanawiano się nad ewentualnym wystąpieniem o europejską homologację. Wszystkie miały jedną zaletę – jeździły, i sporo wad. Były marnie wykonane, o niektóre elementy wnętrza można się było pokaleczyć, a właściwości jezdne i ewentualna przyjemność z prowadzenia, do której, nawet korzystając na co dzień z Fiata Panda albo Skody Octavii, jesteśmy jednak przyzwyczajeni, zostały przez producentów całkowicie zlekceważone.

Nie ma co ukrywać, chińskie pojazdy są w tym momencie dostosowane głównie do wymagań lokalnego, bardzo młodego rynku. Aut prywatnych, jeszcze kilkanaście lat temu, było w Państwie środka jak na lekarstwo, oczekiwania są więc minimalne, a i punktów odniesienia niewiele.

Nie znaczy to jednak, że nie pojawiają się w Chinach ciekawe, obiecujące konstrukcje. Jedną z nich był elektryczny minivan e6 firmy BYD, wyróżniający się zgrabną sylwetką, obszernym wnętrzem i pakietem akumulatorów pozwalających na przejechanie nawet 300 kilometrów. Osiem lat temu był to wynik nie tyle dobry, co spektakularny.

BYD e6 chciano już w 2012 roku dystrybuować równie w Polsce. Kilka egzemplarzy trafiło nawet na jazdy próbne. Jednak by zainteresować choć jedną korporację taksówkową, a to do nich skierowany był produkt, trzeba czegoś więcej niż niskie koszty eksploatacji. W tym wypadku odstraszała bardzo wysoka cena, ponad 150 tysięcy złotych, oraz fatalne właściwości jezdne, spowodowane przede wszystkim ogromną masą gotowego do drogi auta ─ ponad 2300 kilogramów.

Pomysł dystrybuowania elektrycznych, chińskich pojazdów w naszym kraju ostatecznie upadł w 2014 roku, jednak kto wie, czy nie wróci wraz z kolejnym, być może bardziej udanym modelem. Oby tylko był nieco lżejszy od e6.

Dokończenie artykułu na stronie portalu WysokieNapiecie.pl

Tagi: pojazd elektryczny innowacja chiny

dodaj komentarz

Komentarze

comments powered by Disqus
A- A A+